W marketingu zachodzi duża zmiana. Nie walczymy już o klienta, tylko o jego uwagę. Bo zanim ktoś cokolwiek od Ciebie kupi, najpierw musi Cię w ogóle zauważyć.
A chętnych na tę uwagę jest z każdym rokiem więcej. Więcej firm, więcej twórców, więcej mediów. No i jest AI. Pewnie to czujesz i wiesz, o czym mówię.
Problem w tym, że po drugiej stronie nic nie drgnęło. Ludzie mają w ciągu dnia dokładnie tyle samo uwagi, co dekadę temu.
Lubimy to porównywać do znanego z ekonomii „prawa popytu i podaży”. Bo mechanizm jest dokładnie ten sam: jeśli popyt rośnie, a podaż nie, to cena wzrasta.
Czyli, skoro uwaga klienta jest coraz cenniejsza, to Twój marketing musi być na tyle dobry, żeby warto było się przy nim zatrzymać.
Efekt wzrostu popytu na uwagę odczuwamy w marketingu bardzo boleśnie, bo to, co działało kiedyś, dziś zwyczajnie nie wystarcza.
W ostatnich tygodniach podsyłam Ci przykłady marek, które to rozumieją i są dowodem na to, że warto się postarać.
Dzisiaj dorzucę jeszcze jeden: to mała krakowska kawiarnia Cavi, która na swoim Instagramie nie publikuje byle czego. Bo sama nie jest byle jaka.
Przykład 1
„Specialty coffee and high-end music experience”
Już pomysł Cavi na kawiarnię jest fajny: to połączenie świetnej kawy ze świetną muzyką. Obie rzeczy grają tu rolę równorzędną, bo muzyka nie jest tylko tłem.
Mirosław Bzdyl, szef tego miejsca, zainspirowany japońskimi barami odsłuchowymi, stworzył kawiarnię, w której goście wybierają, czego będą słuchać. Wystarczy, że zeskanują kod QR z listą 220 winyli i wybiorą płytę, którą obsługa puści w audiofilskiej jakości.
Dobrych pomysłów jest więcej
Ale sam pomysł na lokal, choć fajny, nie jest tym, o czym chcę dzisiaj opowiedzieć. Jeszcze bardziej podoba mi się ich komunikacja marketingowa:
Nagrywają video podcasty z mniej i bardziej lokalnymi artystami (w ramach cyklu „Kawka z Cavi”).
Organizują kameralne eventy i degustacje, oczywiście w towarzystwie dobrej muzy.
Robią akcję „Tipy na Płyty”, w ramach której uzupełniają kolekcję płyt. Na wybór nowości mają wpływ klienci, a każda z nich jest omawiana na IG.
Na ścianie wieszają obrazy i fotografie lokalnych artystów, dodatkowo promując ich na IG.
Wszystko w mocno analogowym, vintage stylu z dużą dawką humoru.
Wisienka na torcie: Instagram
To nie wszystko. Naturalną osią ich komunikacji jest Instagram. Na który też mają własny pomysł.
Stworzyli format z krótkimi, satyrycznymi scenkami (tzw. skitami). Te rolki mają wszystko, co u nich najlepsze: humor, winyle, kawę i lokalne osobistości.
Zamiast czytać, jak o tym opowiadam, po prostu rzuć okiem:
Największe zasięgi ma rolka z Filipem Zarębą (aktorem z 1670), ale sukces formatu to nie tylko znane twarze. Zwróć uwagę na to, że ma stałą formułę: wejście do kawiarni (brand), płyta i muzyka jako inspiracja do rozmowy, barista i historia/osobowość. I humor, dający dobrą rozrywkę.
Na wynos
Co możesz wziąć dla siebie?
Cavi nie ma budżetu dużej marki ani agencji na etacie. Ma za to bardzo czytelne pozycjonowanie, które przewija się przez wszystko, co robią i nadaje temu kontekst. Ale to nie wszystko, czego możemy się od nich uczyć:
1.Zacznij od tego, co już masz. W Cavi muzyka nie jest dodatkiem do kawy, tylko jednym z powodów, dla których to miejsce w ogóle istnieje. Dlatego ta komunikacja tak dobrze działa: czerpie z tego, co jest prawdziwe i nie wymaga wymyślania tematu na siłę.
2.Myśl formatami, a nie pojedynczymi postami. Skity Cavi mają stałą formułę. Powtarzalna rama sprawia, że kolejne odcinki są łatwiejsze do zrobienia, a odbiorca od razu wie, że to oni.
3.Szukaj miejsca dla ludzi. Kod QR z kolekcją, „Tipy na Płyty”, obrazy lokalnych artystów na ścianie. Te działania nic nie kosztują, a budują społeczność i poczucie małej wspólnoty. Czyli czegoś, czego dzisiejsi cyfrowi ludzie bardzo szukają.
Na początku pisałam, że uwaga klienta jest dziś coraz droższa. Cavi pokazuje, że nie zawsze trzeba płacić za nią dużymi pieniędzmi. Czasami wystarczy odwaga i dobry, konsekwentnie realizowany pomysł.